Anna Fifield to jedna z najbardziej poważanych dziennikarek zajmujących się tematyką Azji Wschodniej – przez cztery lata kierowała oddziałem The Washington Post w Tokio, aktualnie – biurem w Pekinie. Dlatego wiedziałam po lekturze jej wielu tekstów o Korei Północnej, że jeśli kiedykolwiek napisze o tym książkę, będzie to kawałek świetnego dziennikarstwa. Nie myliłam się. Fifield odwiedziła Koreę Północną kilkanaście razy, rozmawiała z dziesiątkami uciekinierów z KRLD w wielu krajach Azji, a w poszukiwaniu historii Kim Dzong Una zjechała kawał świata, próbując się dowiedzieć (i też – na tyle, na ile to możliwe, zrozumieć) jak najwięcej na jego temat.
Nie jest to książka pełna sensacyjnych anegdot, chociaż niektóre fragmenty mogą zszokować nawet tych, którym wydawało się, że o KRLD przeczytali już wszystko. Fifield zarysowuje historię rodziny Kimów – od początków propagandy dziadka rodu, Kim Ir Sena, poprzez kinomana Kim Dzong Ila, aż do aktualnego przywódcy – Kim Dzong Una. Opisuje jego samotne dzieciństwo, lata edukacji w Szwajcarii, wakacje spędzane w Wŏnsan. Pokazuje absurdy rodzinnych powiązań, kontrasty między rzeczywistością przeciętnego Koreańczyka a politycznej elity, fascynacje rodziny Kimów – w końcu brat Kim Dzong Una aresztowany został w Japonii, gdy próbował z pomocą sfałszowanego paszportu odwiedzić tokijski Disneyland.
Mi w głowie najbardziej został chyba obrazek Kim Dzong Una, który siada na tarasie swojej nadmorskiej willi i w ramach niedzielnej rozrywki, każe strzelać pociskami w stronę Japonii.








